Kasia Markiewicz

Niemal cała Polska jest wstrząśnięta śmiercią Kasi. Takie historie wzruszają. Rozejrzyjmy się dookoła, może wśród nas są osoby chore potrzebujące pomocy, cierpiące. Nie przechodźmy obojętnie obok takich historii. Próbujmy im pomóc, osoby chore potrzebują ciepła, dobrego słowa, czasami spełnienia tego jedynego marzenia…. Dajmy im to, dajmy im szanse na przeżywanie być może ostatnich chwil w swoim życiu.

Człowiek zastanawia się, co jest w życiu ważne? Jaka jest nasza hierarchia wartości? Wiara? Dom? Rodzina? Miłość? Zdrowie? a może Pieniążki, Samochody, Piękna żona czy też Mąż? A może wszystko po trochu?

Każdy ma inną hierarchię wartości. Dla mnie osobiście ważne są dzieci, rodzina, zdrowie, ale też ciągle chodzi mi po głowie dom/mieszkanie, którego się nie dorobiłam mimo faktu, że jestem już w jak to się mówi „middle age”. Tak, cierpię z tego powodu, cierpię, że nie mam gdzie się podziać i muszę ciągle wynajmować mieszkania…..ale cóż. Choć tak przyglądając się bliżej, to wszystko szwankuje, zdrowie chyba najbardziej.

Ale…. trzeba brać życie w garść, kłopotom i problemom powiedzieć, żeby spadały i ….żyć, bo ma się dla kogo.

Dla wszystkich czytających tego bloga, po jednej i drugiej stronie zdrowia i choroby, życzę pogody ducha, wytrwałości i …. Nie dajcie się!!!

Książki na prezent

Tak się właśnie zastanawiam co kupić dla swoich najbliższych na Mikołaja? Może książkę? Ale jaką?

Boże Narodzenie to okres, w którym zauważyć można zdecydowany wzrost sprzedaży niemal wszystkiego. Kupujemy zabawki, ubrania, sprzęt elektroniczny, AGD, książki, artykuły spożywcze. Dla niektórych produktów i usług Święta to zdecydowanie najlepszy okres w roku.

Przeglądając różne oferty weszłam na stronę Wydawnictwa Znak i ….zaskoczenie. Sprzedają nie tylko książki! Gry dla dzieci, płytę Kayah i jakieś inne nieksiążkowe gadżety. Hm. Jak kupię książki za 100zł, to mogę wybrać sobie dodatkowy prezent w atrakcyjnej cenie. Przemyślę to. Moja mama chętnie przeczyta książki Ficner, a ja ……może książkę Lwa Starowicza. Myślę, że wybiorę cos dla wszystkich. A wy co będziecie kupować na prezent? Jak książki, to mam dla Was niespodziankę :) 50zł na zakupy książek. Polub stronę i zdobądź kody promocyjne!!

Może zainteresuje Was książka Anny Starmach  „Pyszne 25″?  Zaskakujące jak szybko i tanio można przygotować wyjątkowe dania. Jeżeli w Wydawnictwie będą pojawiały się takie książki, restauracje mogą zacząć się martwić! Wszystko będziemy w stanie przygotować sami!

a może jednak książka Prokopa i Hołowni „Wszystko w porządku. Układamy sobie życie” – Tylko w tej książce można znaleźć fragmenty nigdy niewydanej powieści Hołowni czy kultową dyskografię, bez której Prokop nie byłby Prokopem. Jeden z autorów ujawnia, na co wydał pierwsze ukradzione pieniądze, drugi zdradza, co lubi robić po godzinie 22. Nie sposób wyliczyć wszystkiego o czym piszą pp Prokop i Hołownia. A wszystko to okraszone wysmakowanym poczuciem humoru, taktem i elokwencją autorów. Czyta się naprawdę dobrze. Czasem zaśmiewałam się do łez, czasem czytałam z zainteresowaniem o sprawach o których dotąd nie wiedziałam

A może inne książki?

 

 

 

Wypalenie zawodowe czy depresja?

Chyba mnie dopadło. Podejrzewałam to od dawna, ale teraz mam pewność. Nie mam ochoty na pracę, na rozmowy z Klientami, odpisywanie na maile, na nic. Nawet książki nie mam siły czytać. Jak mam się za coś zabrać, to dostaję nerwicy.

I jak tu żyć. Przecież muszę zarabiać, muszę pracować! Ale…nie mam siły, nie mogę się pozbierać. Nawet studiowanie mnie nie satysfakcjonuje, a to już dziwne, bo od kilku lat sprawia mi to największą przyjemność. Uczenie się i czytanie, to to co zawsze mnie odstresowało.  A teraz… Nic, kompletnie nic.

Mam objawy somatyczne, ból głowy, puchnięcie kostek, nóg, ból pleców. Kurcze, jak sobie dać radę?  Tyle problemów się ostatnio pojawiło. Jak z nimi walczyć? Kto może pomóc? Sytuacja wydaje się beznadziejna.

Diagnoza białaczka cz.2

Wzięłam zatem wyniki badań i poszłam do lekarza pierwszego kontaktu. W domu czekała na mnie mama z mężem Maćkiem i dzieci. Idąc do przychodni byłam pozytywnie nastawiona, gdyż informacje, które usłyszałam od mamy były dla mnie dobre.

Weszłam do gabinetu, Pani doktor przeglądała uważnie wyniki, co chwilę przewracała tymi karteczkami w te i z powrotem. Zapytałam z uśmiechem na ustach: „aż tak źle Pani Doktor?” – w duchu myślałam sobie, żeby nie usiłowała znaleźć czegoś czego tam nie ma. Ale jej odpowiedź mnie bardzo zaskoczyła, gdyż powiedziała: „Dobrze nie jest”. Kurcze zaczęłam się zastanawiać, czy ona na pewno moje wyniki czyta? Przecież tam nic nie ma!! Po krótkiej chwili Pani Doktor zaczęła wypisywać skierowanie do szpitala i po chwili się odezwała.

- I tak może Pani sama to przeczytać, więc chciałam powiedzieć, że kieruję Panią do szpitala na oddział hematologii, gdyż… – i tu przerwa, widać, że biła się z myślami- podejrzewam ostrą białaczkę szpikową. – Zanim ta informacja do mnie doszła, Pani Doktor zaczęła tłumaczyć, że teraz są świetne sposoby leczenia, że terapia jest stale rozwijana, itp… A ja sobie w duchu analizowałam słowa lekarki. Co? Białaczka? Jakiś żart? Każdy się myli, wyniki na pewno będę musiała powtórzyć i będzie dobrze.  Bzdury gada. Niestety, mój układ limbiczny zadziałał i łzy same poleciały, co trochę zaprzeczało temu co myślałam w duchu.

Wyszłam zapłakana z gabinetu, szybko poszłam do domu i z płaczem oznajmiłam tę „radosną” wiadomość: „Podejrzewają białaczkę”. Mama powiedziała: „Co!?” i szybko wzięła skierowanie do ręki. Pojawiły się również łzy w jej oczach. Zaczęła z Maćkiem analizować sytuacje, gdzie do szpitala, z kim się skontaktować, do kogo iść po radę, itd. Ja nie wytrzymałam napięcia i poszłam popłakać do łazienki, nie chciałam aby moje córki widziały w jakim jestem stanie. One były małe, więc nie chciałam im dodawać zmartwień, gdyż mają swoje własne. Starsza córka zapytała co się stało, ale zbyłam ją czymś, czego już dziś nie pamiętam.

Gdy rodzice wyszli, wzięłam na spokojnie wyniki badań i powoli zaczęłam je analizować. Gdzie norma, a gdzie patologia. I znalazłam. Poziom leukocytów był bardzo wysoki. Norma to 4-10 tyś/µl, ja ich miałam 130 tyś. O 120 tysięcy za dużo!! Powoli do nie dochodził fakt, że jednak z tą białaczką to nie ściema, ale trzymałam się. Stwierdziłam, że dopóki nie ma diagnozy od hematologa, to wszystko jest możliwe.
cd nastąpi >>>